czwartek, 3 kwietnia 2014

1. Miłość, szmaragd i krokodyl, czyli radość, list i Petunia.

Piękne historie zaczynają się w piękne dni,
ale te najpiękniejsze rodzą się w deszczu.
Do zauroczenia wystarczy uśmiech,
do zakochania potrzebne są łzy.

"Zimno, zimno, zimno. Można powiedzieć nic szczególnego jeśli trafi się zimę." Niski chłopczyk dzielnie przymierzał zasypane ulice. W oknie domu na przeciwko na chwilę pojawiło się ogniste-coś co każdy mógł uznać za prawdziwe płomienie. Każdy, kto nie znał mieszkanki tego domu. A znali ją prawie wszyscy więc przypadkowe odwiedziny straży pożarnej zdarzyły się tylko raz. Chwilę później z frontowych drzwi wyskoczyła około 11 letnia dziewczynka.
- Pośpiesz się, Sev! Nie zamierzam stać tutaj i marznąć czekając na ciebie!
Chłopczyk uśmiechnął się lekko.
- Dlaczego nie mogę po prostu użyć magii? - westchnął cicho pytając się samego siebie - Staram się! - odpowiedział głośno i uśmiechnął się od ucha do ucha. Wyglądało to wprost komicznie i Lily wybuchła śmiechem.

                                                      * * *

- To wszystko twoja wina! - powitał Lily Severus
- Co się stało? - zapytała przejęta. Chłopak spojrzał tylko na swoje kompletnie przemoczone i utaplane w śniegowej brei ubranie.
- Nigdy więcej tego nie rób. - powiedział starannie ukrywając uśmiech.
- Może gdybyś przestał mi to co roku powtarzać nie robiłabym tego.
- Może gdybyś co roku tego nie robiła nie powtarzałbym. - spytał tym samym retorycznym tonem co Lily i uniósł brwi próbując podkreślić swoje słowa. Severus Snape był z natury bardzo nieśmiałym chłopcem. Nigdy nie miał kolegów a co dopiero przyjaciół. Wszystkich odstraszała lekko "mroczna" natura bruneta. Już jako 7-letni chłopiec odnajdywał się w nowej, szkolnej rzeczywistości dzięki podejrzanym książkom. Sytuacja zmieniła się odrobinę gdy poznał Lily. Dzięki niej życie znaczyło dla niego trochę więcej niż kolejna strona księgi wprost z rodzinnej bibloteki. Zyskał przyjaciółkę i "drugi dom" który zawsze stał dla niego otworem. - Wiesz jak bardzo tego nienawidzę. - kontynuował już pogodniej pozwalając na mały uśmiech.
- Wiem! - odpowiedziała radośnie Lily, jednak widząc minę kolegi dodała - No dobra... Przysięgam. - powiedziała szybko.
- Z ręką na sercu i pełnym zdaniem. - upomniał Sev.
- Nie ufasz mi? - zapytała rozczarowana
- Ani trochę. - odpowiedział nie zwracając uwagi że zamiast powagi, którą postanowił utrzymywać na swojej twarzy widniał uśmiech. Dziewczyna westchneła ciężko, ale położyła bladą dłoń na sercu. Szybko jednak zdjęła ją i położyła drugą, prawą.
- Uroczyście przysięgam, że nigdy więcej, w całym moim życiu nie poproszę św. Mikołaja o śnieg na moje urodziny. Ani na Gwiazdkę. Ani na jakąkolwiek część zimy.
- Teraz lepiej. - odpowiedział Snape i ruszył po schodach do małego krolestwa Lily.
* * *
30 stycznia. Urodziny Lily i jednocześnie dzień w którym każdy zastanawiał się nad przyszłością. Co przyniesie, i jak dadzą sobie radę sami. Oddzielnie. Dosłownie kilka dni wcześniej urodziny obchodził Severus. To znaczy Lily obchodziła. Chłopak nigdy nie lubił gdy uwaga była skupiana tylko na nim. A urodziny są jedną z takich chwil. Tamtego dnia rudowłosa postanowiła zrobić mu niespodziankę. Zakradła się w miejsce gdzie często przesiadywał. Tym razem też tak było. Miała już wyskoczyć z krzaków i napawać się jego przerażoną miną, ale zauważyła, że coś nie gra. Severus uśmiechał się. Severus NIGDY nie uśmiechał się chyba że ona była obok. A wtedy nie była. To znaczy była, ale on o tym nie mógł wiedzieć. Dopiero po chwili zauważyła list na jego kolnach.
- Co to? - zapytała nie mogąc powstrzymać ciekawości. Sev gwałtownie odwrócił się i , o ile to w ogóle możliwe, uśmiechnął się jeszcze szerzej. Jednak dosłownie sekundę poźniej spoważniał i zbladł jakby dopiero przed chwilą uświadomił sobie coś szalenie ważnego. - Co się stało? - Lily powtórzyła pytanie.
- To ze szkoły... - wydukał w końcu .
- Teraz? Nie jest na to trochę za wcześnie? Wybieramy szkołę dopiero na początku lata.
- Nie. W mojej szkole jest... właściwy czas.
- W twojej szkole? - zapytała zdziwiona, ale i lekko przestraszona. Nigdy nie myślała nad tym do jakiej szkoły pójdzie po wakacjach Severeus. Według niej naturalne było to że do tej samej co ona. Wydawało się jej to takie oczywiste. Tak oczywiste, że nawet nie spytała.
- Tak. Przyjeli mnie. - powiedział z kwaśny uśmiechem.
- Acha... Ale to przecież... tylko szkoła. - Lily próbowała uśmiechnąć się beztrosko. Nie wyszło. - Przecież po szkole bedziemy mogli się widywać. - powiedziała łamiącym się głosem.
- Ta szkoła to... tak jakby z... internatem. - powiedział Snape nie mając odwagi spojrzeć dziewczynie w oczy. "Internat" to słowo odbiło się echem w głowie Lily rozbijając wszystko co napotkało na swej drodze. Plany, marzenia, nadzieje...

Lily otrząsneła się jakby chciała pozbyć się tego okropnego wspomnienia. Jakby to czy o tym zapomni czy nie miało wpływ na prawdę. Spojrzała na Snapa. Myślał o tym samym. Nie widziała tego w jego oczach. Nie wierzyła w takie bajki. Severus był osobą którą znała najlepiej więc jeśli z jego oczu nie mogła wyczytać żadnych emocji to nie było to w ogóle możliwe. Ona po prostu wiedziała. Łączyła ich więź. Taka jaka łączy bliźniaków. Podświadomie wyczuwali w jakim nastroju jest druga strona, a czasami nawet o czym myśli. Poczuła chłodną dłoń na swojej, rozgrzanej.
- Nie myśl o tym. - powiedział cicho. - W końcu to twoje urodziny.
- Już niedługo. - odpowiedziała spoglądając na zegar. Nagle rozległ się trzask i do pokoju wparowała Petunia. Nieznacznie skrzywiła się na widok Snapa, ale szybko to zataiła. Kochała swoją siostrę chociaż czasem nie zgadzała się z jej decyzjami.
- No, no! Moja kochana siostrzyczka już za chwilę skończy 11 lat!
- A co? Zazdrościsz? - zapytała rzucając w siostrę poduszką.
- Niby czego? - spytała odrzucając lekko poduszkę.
- Młodości! - powiedziała Lily i znowu rzuciła w siostrę poduszką, tym razem ta odrzuciła trzy razy mocniej.
- Taka mała a taka wygadana! Po kim ty to masz? - westchneła teatralnie.
- Może po mnie?! - krzyknął tata Lily wkraczając do pokoju z wielkim tortem.
- Wszystkiego najlepszego, córeczko! - powiedziała mama wyglądajac zza wielkiego ramienia pana Evans. Lily spojrzała na swoją rodzinę. Wyglądali tak zabawnie, że w końcu wybuchła śmiechem. Niezrażony tata zaczął śpiewać "Sto lat" chwilę później wszyscy łączenie z Lily śpiewali piosenkę we wszystkich możliwych melodiach. W środku "Sto lat to za mało..." w pokoju rozległ huk, a z mini-kominka jaki koniecznie musiała mieć u siebie w pokoju Lily, wypadała sowa. W małym dzióbku trzymała nieco wygniecioną kopertę...

                                                                         * * *

W jednej chwili wszyscy umilkli. Nastała nienaturalna cisza, którą mąciła tylko cicha piosenka z radia. Pierwsza z szoku ockneła się Lily. Przyjrzała się sowie. Była to niewielka, biała puchówka uroczo nakrapiana czernią na skrzydłach. Słowem zwykła sowa. "Tylko, że zwykłe sowy nie wpadają do domów przez kominki, a tym bardziej nie dostarczają listów. " Lily zwróciła swoją uwagę na kopertę. Był to pergamin zapisany staromodnie atramentem. Zaintrygowana podeszła bliżej próbując podnieść kopertę.
- Au! - krzyknęła czując ugryzienie. Krzyk Lily rozbudził wszystkich pozbawiając ich resztek szoku i zdziwienia. Natomiast sowa czuła się najwyraźniej dumna z udziobania człowieka. Podfruneła na parapet i wygładziła godnie piórka. Severus podszedł do puchówki i w zamyśleniu zaczął głaskać ją przy dziobie. Po chwili otworzył okno, dał jej "na pożegnanie" jakiś smakołyk znaleziony w wewnętrznej kieszeni i pozwolił jej wyfrunąć w noc.
Lily spojrzała ponownie na leżąca na ziemi kopertę. Nie miała pojęcia co się tak właściwie dzieje. "Może to po prostu sen? Głupi pokręcony sen. Zaraz obudzę się i wszystko będzie normalne." myślała mała Evans. Mimo wszystko schyliła się i podniosła kopertę. Poczuła zapach nowego pergaminu i poczuła jego szorstką powierzchnię - już wiedziała, że to dzieje się naprawdę. Przeczytała adres adresata. O mało nie wypuściła koperty z rąk.
- Co... - zaczęła mama Lily zachrypniętym głosem. Odchrząknęła. - Co tam jest napisane? Do kogo to?
- To... do mnie. Dokładny adres. - odpowiedziała na głos. - Spinner's End 12a, I piętro, Pierwszy pokój na lewo.
- Otwórz. - poradziła Petunia. W tym samym momencie Severus wstał i ruszył w kierunku drzwi.
- Gdzie idziesz? - zapytała Lily
- Muszę... się przewietrzyć. - odpowiedział. Kłamał. Lily to wiedziała. Chciała wyjść za nim i zapytać o co chodzi, ale powstrzymały ją słowa siostry.
- No otwieraj! - Lily odwróciła list i przełamała pieczęć z literką "H". Przestała myśleć o Severusie i jego dziwnym zachowaniu. Liczył się tylko i wyłącznie list.

                                                                         * * *

Lily przeczytała list po raz drugi, trzeci, czwarty i wciąż miała wrażenie, że ktoś stroi sobie z niej żarty. Wokół niej zgromadziła się cała rodzina Evansów i także nie wierzyła własnym oczom. "Ja? Czaro...dziejką?" Oprócz listy książek i innych rzeczy potrzebnych do tej szkoły, w liście była informacja o pojawieniu się osoby magicznej, która wytłumaczy wszystko. "Przydałaby się taka teraz, bo już naprawdę nie wiem co o tym myśleć." Kiedy Petunia po raz kolejny pochyliła się nad listem aby rozwiązać jego zagadkę zadzwonił dzwonek do drzwi. Nikt nie był chętny do sprawdzenia kto o tej porze może ich odwiedzać. W końcu Lily wstała, zeszła po schodch i otworzyła drzwi. Jej oczom ukazał się zaniepokojony mężczyzna w średnim wieku. Był raczej chudy, a kolorowe ubranie dodawało mu uroku nie mniej niż uśmiech nie schodzący z jego twarzy.
- Powiedz proszę, że nazywasz się Lily Evans! - zawołał od progu
- Tak to ja.
- Naprawdę? - zapytał się jakby nie wierzył własnym uszom - Bo wiesz, ja nie mówiłem tak na...
- Tak się składa, że to na prawdę ja. - przerwała tłumaczenia Lily. Chciała po prostu dowiedzieć się kto to jest. Miała wystarczająco dużą sprawę na głowie.
- Całe szczęście, że w końcu trafiłem! Błądziłem chyba po 15 domach zanim znalazłem sie tutaj. Tak w ogóle to jestem Bill Forst. - powiedział Bill wyciągając rękę w stronę Lily.
- Miło mi. - odpowiedziała machinalnie - Ja jestem Li...
- Tak, wiem! - przerwał jej - Ty jesteś Lily Evans - powiedział wnosząc do góry karteczkę ze starannie napisanym jej imieniem i nazwiskiem. - I mam ci pomóc w ogarnięciu świata czarodziejów. - powiedział i uśmiechnął się jeszcze bardziej.

                                                                       * * *

Następne trzy dni minęły monotonnie. O ile można w ogóle użyć takiego słowa mając za swojego nauczyciela kogoś takiego jak Bill. Bill Forst był człowiekiem szalonym, beztroskim i niezwykle roztargnionym. Przez to Lily nie dowiedziała się na temat swoich mocy więcej niż tylko, że takie posiada.
Severus nie pojawił się od dnia jej 11 urodzin, a i sama Lily nie miała kiedy skontaktować się z nim. Wizyta w domu czarodzieja wywołała nie lada zamieszanie wśród rodziny Evansów. W przeszłości w podobnych sytuacjach Lily odnajdywała spokój u siostry. Ta jednak od tamtego wieczora rzadko się do niej odzywała i całe dnie spędzała zamknięta w swoim pokoju. Lily cały dzień słuchała paplaniny Billiego o magii (która i tak nie wnosiła żadnej wiedzy o magii), a wieczorami myślała o Petunii i Severusie i ich dziwnych zachowaniach przez co rano wstawała przygnębiona jeszcze bardziej niż poprzedniego dnia. Jedynie rodzice Lily i Bill (który sam był tak podekscytowany jakby to on dopiero co dowiedział się o swoich zdolnościach magicznych a nie opowiadał o nich) zdawali się mieć coraz lepsze humory. Jedynym wytłumaczeniem tego, że cała rodzina Lily nie miała jeszcze o pojęcia o jej magicznych zdolnościach był jedyny poważny i kategorycznie postawiony warunek Forsta:
- Lily jako dziecko mugoli może należeć do naszego świata pod jednym warunkiem. Nigdy, ale to nigdy nie może wspomnieć mugolom o magii! Wyjątkiem jest tylko najbliższa rodzina. A ciotkę, krewnej wujka Staszka raczej trudno jest do niej zaliczyć.

                                                                        * * *

Severus Snape siedział w głębokim fotelu w rodzinnej biblioteczce. Wydawał się bardzo zajęty lekturą, ale oczy nie poruszały się szybko, śledząc uważnie każdą linijkę. Głowa chłopaka była zaprzątnięta zupełnie inną sprawą. "Lily czarownicą? Ale to przecież niemożliwe!" myślał Sev. Pokręcił zdecydowanie głową. "Co się dzieje? Przecież powinienem się cieszyć, że bedziemy chodzić do jednej szkoły, że Lily pozna mój świat, że... będę mógł się na nią codziennie patrzeć... Może nawet ona poczuje coś więcej. " chłopak uśmiechnął się do swoich myśli. Z zewnątrz wyglądało to tak jakby przeczytał coś naprawdę zabawnego. Miał niezwykły talent do ukrywania swoich emocji. Chociaż rzadko miał okazję ten talent zademonstrować. Nie miał kolegów którzy przejmowali by się jego samopoczuciem, a jego rodzice przejmowali się nim jeszcze mniej niż koledzy. Traktowali go jak powietrze. Jeśli w ogóle byli w domu. Kochali przesiadywać w willach swoich bogatych znajomych lub na Nokturnie. Czasami wracali na noc, czasami zostawiali synowi pieniądze na zakupy w tym mugolskim mieście. Na szczęście nie znali się na monetach innych niż galeony, więc zostawiali Severusowi całkiem pokaźne sumy, które on odkładał na "gorsze czasy". Dwa tygodnie temu kiedy to on dostał list z Hogwartu na moment zwrócili na niego uwagę. Matka powiedziała ciche "Gratuluję. ", ojciec pokiwiał jedynie głową. Żadne z nich nie skojarzyło faktu pojawienia się listu, z jego 11 urodzinami, tak ważnymi dla każdego czarodzieja.
Wracając do tematu Lily. Od dawna wiedział, że czuje coś do tej rudowłosej dziewczyny, ale bał się nawet pomyśleć co stałoby się z ich przyjaźnią gdyby Lily dowiedziała się o jego uczuciu. Miał jeden sposób rozwiązania problemu. Uciec, ukryć to przed całym światem, nawet przed samym sobą. Uważał, że najlepiej będzie jeśli rozstaną się. On pojedzie do Hogwartu, ona do tej mugolskiej szkoły. Teraz sprawy się skomplikowały. Ona też jedzie do Hogwartu. Severus czuł, że ich przyjaźń niedługo się rozpadnie. On powie o jedno słowo za dużo, ona go za to znienawidzi. Chłopak wstał, założył płaszcz i ruszył w kierunku domu po drugiej stronie ulicy, nawet nie wiedząc jak blisko prawdy był. Ale nie chodziło o słowo "miłość". W śniegowej zamieci jaka rozpętała się dosłownie chwilę wcześniej sylwetka Snapa powoli zacierała się, aż w końcu całkowicie zniknęła. Chociaż dom Lily znajdował się po drugiej stronie ulicy.

                                                                       * * *

- Możesz mi powiedzieć gdzie się podziewałeś?! - Lily dostawała właśnie kolejny wykład o użyteczności magi w życiu codziennym. Jakby nie słyszała tego milion razy. Chciała w końcu spróbować tą użyteczność w praktyce! Dlatego kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi udawjąc, że naprawdę cierpi z powodu przerwy w wykładzie, wolnym krokiem poszła otworzyć drzwi. Kiedy zobaczyła w nich swojego przyjaciela na chwilę zabrakło jej słów. Ale tylko na chwilę. - Gdzie byłeś? Dlaczego tak szybko wyszedłeś? Nie byłeś ciekaw co pisze w tym liście? Dlaczego nie odezwałeś się przez 3 dni? I w końcu dlaczego zachowywałeś się jakby normalną sprawą była dla ciebie sowa przynosząca listy? Całkiem jakbyś dostawał taką na codzień!
- Yyy... Jakby ci to...
- Co się z tobą dzieje?! Od pewnego czasu ukrywasz coś, niedopowiadasz zdań!
- Lily...
- Myślisz, że tego nie widzę?! To wszy... Z czego się śmiejesz? Uważasz, że to zabawne?!
- A dasz mi coś powiedzieć?
- Przecież cały czas czekam!
- No tak... - uśmiechnął się jeszcze szerzej Severus. - Wracając do tematu. - zaczął już poważniej - Ja nie wiedziałem jak ci to powiedzieć Lily... Musiałem to sobie ułożyć... w głowie. I...
- Lily co tak długo? - przerwał całkiem nieumyślnie Bill - Jeszcze cała... O! Młody Snape! Co ty tutaj robisz? - podszedł do chłopaka z uśmiechem, który chyba nigdy nie znika z twarzy. Jak ktoś może mieć zawsze dobry humor? - Ostatnio spotkałem się z twoimi rodzicami na Pokątnej.
- Naprawdę? - zapytał udając zaciekawienie. Spojrzał dyskretnie na Lily. Dziewczyna patrzyła na nich nic nie rozumiejąc.
- Tak, tak! Zapytałem, tak z grzeczności, co sprowadza ich na Pokątną. Wymigali się od odpowiedzi. - oznajmił pół żartem Bill, ale wiadomo było, że oczekuje jakiś wyjaśnień. Severus znał Billa praktycznie od zawsze. W dzieciństwie często spotykał go, jeszcze jako świeżego absolwenta Hogwartu, u dziadków. Potem Princowie stracili życie w "wypadku". Ich dom po prostu wybuchł. Mugole wytłumaczyli to jakimś gazem, dla czarodziejów sprawa została otwarta, ale lata mijały i w końcu wszyscy zapomnieli o sprawie. Wtedy drogi Snapa i Forsta się rozeszły. Nigdy nie byli ze sobą zżyci - różniło ich ok. 20 lat. Po prostu znali się.
- Na pewno wracali z Nokturna. - oznajmił Severus. Bill tylko się roześmiał. Uznał, że więcej z niego nie wyciągnie.
- No to może powiesz mi co ciebie tutaj sprowadza?
- A może powiecie mi skąd się znacie? - Lily cały czas uważnie słuchała krótkiej wymiany zdań. "Czy Sev też był czarodziejem? Na to wskazywała cała rozmowa. Bill wspominał coś o Pokątnej. To jakaś czarodziejska ulica, więc..."
- Właśnie miałem ci o tym powiedzieć Lily. Bo ja... - zaczął Severus. Strasznie jąkał się. - Pamiętasz ten list? Ten który dostałem w swoje urodziny? - kontynuował już trochę pewniej. Lily pokiwała głową. - Jest taki sam jak twój. - wyrzucił na jednym oddechu i jakby na potwiedzenie swoich słów dał jej list. Lily otworzyła go:
Szanowny panie S. Snapie,
Mam zaszczyt poinformować, że został pan przyjęty do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. [...]
Ekspres do Hogartu wyjedzie z peronu 9 3/4 1 września o godzinie 11.00.
Wicedyrektor Hogwartu
Minerva McGonagall

Lily myślała, że po kiepskim lądowaniu sowy na podłodze przed kominkiem nic jej już nie zdziwi. Nawet nie wiedziała jak bardzo się myliła. Spojrzała na Severusa.
- Ty też? - zapytała cicho. W odpowiedzi pokiwał głową. W jej oczach zaczęły zbierać się łzy. Podeszła do chłopaka i przytuliła się mocno. Niedługo zostanie jej tylko on. Wszystko będzie nowe, inne. Nie wiedziała kiedy zaczęła płakać. Nie wiedziała czy są to łzy szczęścia, smutku czy po prostu strachu.

                                                                    * * *

- Ty też? - Severus pokiwał głową. Petunia nie wytrzymała. Wbiegła do swojego pokoju, trzasneła drzwiami i zaczęła bezradnie szlochać w poduszkę. Widziała z jakim rozmarzeniem Lily słucha o magii. Zazdrościła jej. Zazdrościła Severusowi. Rodzice cały czas gadali "Lily to..., Lily tamto..." każdy zapominał o niej. Dlaczego to ona nie dostała takiego listu? Przekręciła się na plecy i spojrzała w sufit. Chciałaby żeby TO się nigdy nie wydarzyło. TO wywróciło wszystko do góry nogami. Sama nie wiedziała co czuła. Raz była strasznie zazdrosna, że to Lily a nie ona będzie chodziła do tej "magicznej" szkoły. Kiedy indziej chciała cieszyć się razem z siostrą.

Jedno Petunia czuła na pewno. Wiedziała, że straciła najważniejszą osobę w swoim życiu. Straciła ją wraz z przybyciem tej przeklętej sowy! Na zawsze!

-------------------------------------------
Więc pierwsze koty za płoty, najtrudniejszy pierwszy raz... Znam jeszcze jakieś przysłowia ze słowem "pierwszy"? Chyba nie. Więc witam już na moim pierwszym (przestaję używać tego słowa) blogu. Chciałam jeszcze raz poprosić wszystkich lub kogokolwiek o komentarz jeśli to czytacie. Nawet jeśli jest długo po pierwszej (kurczę! znowu!) "premierze".

Powiem, że od początku planowałam długie rozdziały, a nie takie których przeczytanie zajmuje 2 minuty. Sama nie wiem jak się z tego wywiązałam. Chciałam po prostu wszystko dobrze opisać i w ogóle. Jesli myślicie, że chcę opisać całą historię Lily od początku do końca nie martwcie się! Drugi rozdział planuję zacząć małym skrótem wydarzeń i "już" wyjedziemy na platformę 9 3/4. 

Do zobaczenia,
Autorka. 

1 komentarz:

  1. 1."Można powiedziec nic szczególnego jeśli trafi się zimę" - no siedzę, siedzę, ale sensu znaleźc nie mogę.
    2. Gubisz przecinki.
    3. Nazywając go "chłopczykiem" sugerujesz, jakby miał z sześc lat, a ma jedenaście.
    4. W opowiadaniach wszelkie liczby pisze się słownie.
    5.11-letnia, jeśli już. Z myślnikiem.
    6. "pytając się samego siebie". dodawanie "się" w kontekście pytania jest strasznie potocznym... błędem.
    7. "pozwalając na mały uśmiech" - komu?
    8. Dlaczego 30 stycznia jest dniem, w którym każdy zastanawia się nad przyszłością? Nie rozumiem tego. :<
    9. "Spojrzała na Snapa" - wybacz, to jest takie śmieszne, że musiałam tu wstawic . XD
    10. Bohaterka ma supermoce - dostrzega faktury przedmiotów z daleka : O
    Pozdrawiam, Ś.

    OdpowiedzUsuń