Piękne
historie zaczynają się w piękne dni,
ale
te najpiękniejsze rodzą się w deszczu.
Do
zauroczenia wystarczy uśmiech,
do
zakochania potrzebne są łzy.
"Zimno,
zimno, zimno. Można powiedzieć nic szczególnego jeśli trafi się
zimę." Niski chłopczyk dzielnie przymierzał zasypane ulice. W
oknie domu na przeciwko na chwilę pojawiło się ogniste-coś co
każdy mógł uznać za prawdziwe płomienie. Każdy, kto nie znał
mieszkanki tego domu. A znali ją prawie wszyscy więc przypadkowe
odwiedziny straży pożarnej zdarzyły się tylko raz. Chwilę
później z frontowych drzwi wyskoczyła około 11 letnia
dziewczynka.
-
Pośpiesz się, Sev! Nie zamierzam stać tutaj i marznąć czekając
na ciebie!
Chłopczyk
uśmiechnął się lekko.
-
Dlaczego nie mogę po prostu użyć magii? - westchnął cicho
pytając się samego siebie - Staram się! - odpowiedział głośno i
uśmiechnął się od ucha do ucha. Wyglądało to wprost komicznie i
Lily wybuchła śmiechem.
* * *
-
To wszystko twoja wina! - powitał Lily Severus
-
Co się stało? - zapytała przejęta. Chłopak spojrzał tylko na
swoje kompletnie przemoczone i utaplane w śniegowej brei ubranie.
-
Nigdy więcej tego nie rób. - powiedział starannie ukrywając
uśmiech.
-
Może gdybyś przestał mi to co roku powtarzać nie robiłabym tego.
-
Może gdybyś co roku tego nie robiła nie powtarzałbym. - spytał
tym samym retorycznym tonem co Lily i uniósł brwi próbując
podkreślić swoje słowa. Severus Snape był z natury bardzo
nieśmiałym chłopcem. Nigdy nie miał kolegów a co dopiero
przyjaciół. Wszystkich odstraszała lekko "mroczna"
natura bruneta. Już jako 7-letni chłopiec odnajdywał się w nowej,
szkolnej rzeczywistości dzięki podejrzanym książkom. Sytuacja
zmieniła się odrobinę gdy poznał Lily. Dzięki niej życie
znaczyło dla niego trochę więcej niż kolejna strona księgi
wprost z rodzinnej bibloteki. Zyskał przyjaciółkę i "drugi
dom" który zawsze stał dla niego otworem. - Wiesz jak bardzo
tego nienawidzę. - kontynuował już pogodniej pozwalając na mały
uśmiech.
-
Wiem! - odpowiedziała radośnie Lily, jednak widząc minę kolegi
dodała - No dobra... Przysięgam. - powiedziała szybko.
-
Z ręką na sercu i pełnym zdaniem. - upomniał Sev.
-
Nie ufasz mi? - zapytała rozczarowana
-
Ani trochę. - odpowiedział nie zwracając uwagi że zamiast powagi,
którą postanowił utrzymywać na swojej twarzy widniał uśmiech.
Dziewczyna westchneła ciężko, ale położyła bladą dłoń na
sercu. Szybko jednak zdjęła ją i położyła drugą, prawą.
-
Uroczyście przysięgam, że nigdy więcej, w całym moim życiu nie
poproszę św. Mikołaja o śnieg na moje urodziny. Ani na Gwiazdkę.
Ani na jakąkolwiek część zimy.
-
Teraz lepiej. - odpowiedział Snape i ruszył po schodach do małego
krolestwa Lily.
*
* *
30
stycznia. Urodziny Lily i jednocześnie dzień w którym każdy
zastanawiał się nad przyszłością. Co przyniesie, i jak dadzą
sobie radę sami. Oddzielnie. Dosłownie kilka dni wcześniej
urodziny obchodził Severus. To znaczy Lily obchodziła. Chłopak
nigdy nie lubił gdy uwaga była skupiana tylko na nim. A urodziny są
jedną z takich chwil. Tamtego dnia rudowłosa postanowiła zrobić
mu niespodziankę. Zakradła się w miejsce gdzie często
przesiadywał. Tym razem też tak było. Miała już wyskoczyć z
krzaków i napawać się jego przerażoną miną, ale zauważyła,
że coś nie gra. Severus uśmiechał się. Severus NIGDY nie
uśmiechał się chyba że ona była obok. A wtedy nie była. To
znaczy była, ale on o tym nie mógł wiedzieć. Dopiero po chwili
zauważyła list na jego kolnach.
-
Co to? - zapytała nie mogąc powstrzymać ciekawości. Sev
gwałtownie odwrócił się i , o ile to w ogóle możliwe,
uśmiechnął się jeszcze szerzej. Jednak dosłownie sekundę
poźniej spoważniał i zbladł jakby dopiero przed chwilą
uświadomił sobie coś szalenie ważnego. - Co się stało? - Lily
powtórzyła pytanie.
-
To ze szkoły... - wydukał w końcu .
-
Teraz? Nie jest na to trochę za wcześnie? Wybieramy szkołę
dopiero na początku lata.
-
Nie. W mojej szkole jest... właściwy czas.
-
W twojej szkole? - zapytała zdziwiona, ale i lekko przestraszona.
Nigdy nie myślała nad tym do jakiej szkoły pójdzie po wakacjach
Severeus. Według niej naturalne było to że do tej samej co ona.
Wydawało się jej to takie oczywiste. Tak oczywiste, że nawet nie
spytała.
-
Tak. Przyjeli mnie. - powiedział z kwaśny uśmiechem.
-
Acha... Ale to przecież... tylko szkoła. - Lily próbowała
uśmiechnąć się beztrosko. Nie wyszło. - Przecież po szkole
bedziemy mogli się widywać. - powiedziała łamiącym się głosem.
-
Ta szkoła to... tak jakby z... internatem. - powiedział Snape nie
mając odwagi spojrzeć dziewczynie w oczy. "Internat" to
słowo odbiło się echem w głowie Lily rozbijając wszystko co
napotkało na swej drodze. Plany, marzenia, nadzieje...
Lily
otrząsneła się jakby chciała pozbyć się tego okropnego
wspomnienia. Jakby to czy o tym zapomni czy nie miało wpływ na
prawdę. Spojrzała na Snapa. Myślał o tym samym. Nie widziała
tego w jego oczach. Nie wierzyła w takie bajki. Severus był osobą
którą znała najlepiej więc jeśli z jego oczu nie mogła wyczytać
żadnych emocji to nie było to w ogóle możliwe. Ona po prostu
wiedziała. Łączyła ich więź. Taka jaka łączy bliźniaków.
Podświadomie wyczuwali w jakim nastroju jest druga strona, a czasami
nawet o czym myśli. Poczuła chłodną dłoń na swojej, rozgrzanej.
-
Nie myśl o tym. - powiedział cicho. - W końcu to twoje urodziny.
-
Już niedługo. - odpowiedziała spoglądając na zegar. Nagle
rozległ się trzask i do pokoju wparowała Petunia. Nieznacznie
skrzywiła się na widok Snapa, ale szybko to zataiła. Kochała
swoją siostrę chociaż czasem nie zgadzała się z jej decyzjami.
-
No, no! Moja kochana siostrzyczka już za chwilę skończy 11 lat!
-
A co? Zazdrościsz? - zapytała rzucając w siostrę poduszką.
-
Niby czego? - spytała odrzucając lekko poduszkę.
-
Młodości! - powiedziała Lily i znowu rzuciła w siostrę poduszką,
tym razem ta odrzuciła trzy razy mocniej.
-
Taka mała a taka wygadana! Po kim ty to masz? - westchneła
teatralnie.
-
Może po mnie?! - krzyknął tata Lily wkraczając do pokoju z
wielkim tortem.
-
Wszystkiego najlepszego, córeczko! - powiedziała mama wyglądajac
zza wielkiego ramienia pana Evans. Lily spojrzała na swoją rodzinę.
Wyglądali tak zabawnie, że w końcu wybuchła śmiechem.
Niezrażony tata zaczął śpiewać "Sto lat" chwilę
później wszyscy łączenie z Lily śpiewali piosenkę we wszystkich
możliwych melodiach. W środku "Sto lat to za mało..." w
pokoju rozległ huk, a z mini-kominka jaki koniecznie musiała mieć
u siebie w pokoju Lily, wypadała sowa. W małym dzióbku trzymała
nieco wygniecioną kopertę...
*
* *
W
jednej chwili wszyscy umilkli. Nastała nienaturalna cisza, którą
mąciła tylko cicha piosenka z radia. Pierwsza z szoku ockneła się
Lily. Przyjrzała się sowie. Była to niewielka, biała puchówka
uroczo nakrapiana czernią na skrzydłach. Słowem zwykła sowa.
"Tylko, że zwykłe sowy nie wpadają do domów przez kominki, a
tym bardziej nie dostarczają listów. " Lily zwróciła swoją
uwagę na kopertę. Był to pergamin zapisany staromodnie atramentem.
Zaintrygowana podeszła bliżej próbując podnieść kopertę.
-
Au! - krzyknęła czując ugryzienie. Krzyk Lily rozbudził
wszystkich pozbawiając ich resztek szoku i zdziwienia. Natomiast
sowa czuła się najwyraźniej dumna z udziobania człowieka.
Podfruneła na parapet i wygładziła godnie piórka. Severus
podszedł do puchówki i w zamyśleniu zaczął głaskać ją przy
dziobie. Po chwili otworzył okno, dał jej "na pożegnanie"
jakiś smakołyk znaleziony w wewnętrznej kieszeni i pozwolił jej
wyfrunąć w noc.
Lily
spojrzała ponownie na leżąca na ziemi kopertę. Nie miała pojęcia
co się tak właściwie dzieje. "Może to po prostu sen? Głupi
pokręcony sen. Zaraz obudzę się i wszystko będzie normalne."
myślała mała Evans. Mimo wszystko schyliła się i podniosła
kopertę. Poczuła zapach nowego pergaminu i poczuła jego szorstką
powierzchnię - już wiedziała, że to dzieje się naprawdę.
Przeczytała adres adresata. O mało nie wypuściła koperty z rąk.
-
Co... - zaczęła mama Lily zachrypniętym głosem. Odchrząknęła.
- Co tam jest napisane? Do kogo to?
-
To... do mnie. Dokładny adres. - odpowiedziała na głos. -
Spinner's End 12a, I piętro, Pierwszy pokój na lewo.
-
Otwórz. - poradziła Petunia. W tym samym momencie Severus wstał i
ruszył w kierunku drzwi.
-
Gdzie idziesz? - zapytała Lily
-
Muszę... się przewietrzyć. - odpowiedział. Kłamał. Lily to
wiedziała. Chciała wyjść za nim i zapytać o co chodzi, ale
powstrzymały ją słowa siostry.
-
No otwieraj! - Lily odwróciła list i przełamała pieczęć z
literką "H". Przestała myśleć o Severusie i jego
dziwnym zachowaniu. Liczył się tylko i wyłącznie list.
*
* *
Lily
przeczytała list po raz drugi, trzeci, czwarty i wciąż miała
wrażenie, że ktoś stroi sobie z niej żarty. Wokół niej
zgromadziła się cała rodzina Evansów i także nie wierzyła
własnym oczom. "Ja? Czaro...dziejką?" Oprócz listy
książek i innych rzeczy potrzebnych do tej szkoły, w liście była
informacja o pojawieniu się osoby magicznej, która wytłumaczy
wszystko. "Przydałaby się taka teraz, bo już naprawdę nie
wiem co o tym myśleć." Kiedy Petunia po raz kolejny pochyliła
się nad listem aby rozwiązać jego zagadkę zadzwonił dzwonek do
drzwi. Nikt nie był chętny do sprawdzenia kto o tej porze może ich
odwiedzać. W końcu Lily wstała, zeszła po schodch i otworzyła
drzwi. Jej oczom ukazał się zaniepokojony mężczyzna w średnim
wieku. Był raczej chudy, a kolorowe ubranie dodawało mu uroku nie
mniej niż uśmiech nie schodzący z jego twarzy.
-
Powiedz proszę, że nazywasz się Lily Evans! - zawołał od progu
-
Tak to ja.
-
Naprawdę? - zapytał się jakby nie wierzył własnym uszom - Bo
wiesz, ja nie mówiłem tak na...
-
Tak się składa, że to na prawdę ja. - przerwała tłumaczenia
Lily. Chciała po prostu dowiedzieć się kto to jest. Miała
wystarczająco dużą sprawę na głowie.
-
Całe szczęście, że w końcu trafiłem! Błądziłem chyba po 15
domach zanim znalazłem sie tutaj. Tak w ogóle to jestem Bill Forst.
- powiedział Bill wyciągając rękę w stronę Lily.
-
Miło mi. - odpowiedziała machinalnie - Ja jestem Li...
-
Tak, wiem! - przerwał jej - Ty jesteś Lily Evans - powiedział
wnosząc do góry karteczkę ze starannie napisanym jej imieniem i
nazwiskiem. - I mam ci pomóc w ogarnięciu świata czarodziejów. -
powiedział i uśmiechnął się jeszcze bardziej.
*
* *
Następne
trzy dni minęły monotonnie. O ile można w ogóle użyć takiego
słowa mając za swojego nauczyciela kogoś takiego jak Bill. Bill
Forst był człowiekiem szalonym, beztroskim i niezwykle
roztargnionym. Przez to Lily nie dowiedziała się na temat swoich
mocy więcej niż tylko, że takie posiada.
Severus
nie pojawił się od dnia jej 11 urodzin, a i sama Lily nie miała
kiedy skontaktować się z nim. Wizyta w domu czarodzieja wywołała
nie lada zamieszanie wśród rodziny Evansów. W przeszłości w
podobnych sytuacjach Lily odnajdywała spokój u siostry. Ta jednak
od tamtego wieczora rzadko się do niej odzywała i całe dnie
spędzała zamknięta w swoim pokoju. Lily cały dzień słuchała
paplaniny Billiego o magii (która i tak nie wnosiła żadnej wiedzy
o magii), a wieczorami myślała o Petunii i Severusie i ich dziwnych
zachowaniach przez co rano wstawała przygnębiona jeszcze bardziej
niż poprzedniego dnia. Jedynie rodzice Lily i Bill (który sam był
tak podekscytowany jakby to on dopiero co dowiedział się o swoich
zdolnościach magicznych a nie opowiadał o nich) zdawali się mieć
coraz lepsze humory. Jedynym wytłumaczeniem tego, że cała rodzina
Lily nie miała jeszcze o pojęcia o jej magicznych zdolnościach był
jedyny poważny i kategorycznie postawiony warunek Forsta:
-
Lily jako dziecko mugoli może należeć do naszego świata pod
jednym warunkiem. Nigdy, ale to nigdy nie może wspomnieć mugolom o
magii! Wyjątkiem jest tylko najbliższa rodzina. A ciotkę, krewnej
wujka Staszka raczej trudno jest do niej zaliczyć.
*
* *
Severus
Snape siedział w głębokim fotelu w rodzinnej biblioteczce. Wydawał
się bardzo zajęty lekturą, ale oczy nie poruszały się szybko,
śledząc uważnie każdą linijkę. Głowa chłopaka była
zaprzątnięta zupełnie inną sprawą. "Lily czarownicą? Ale
to przecież niemożliwe!" myślał Sev. Pokręcił zdecydowanie
głową. "Co się dzieje? Przecież powinienem się cieszyć,
że bedziemy chodzić do jednej szkoły, że Lily pozna mój świat,
że... będę mógł się na nią codziennie patrzeć... Może nawet
ona poczuje coś więcej. " chłopak uśmiechnął się do
swoich myśli. Z zewnątrz wyglądało to tak jakby przeczytał coś
naprawdę zabawnego. Miał niezwykły talent do ukrywania swoich
emocji. Chociaż rzadko miał okazję ten talent zademonstrować. Nie
miał kolegów którzy przejmowali by się jego samopoczuciem, a jego
rodzice przejmowali się nim jeszcze mniej niż koledzy. Traktowali
go jak powietrze. Jeśli w ogóle byli w domu. Kochali przesiadywać
w willach swoich bogatych znajomych lub na Nokturnie. Czasami wracali
na noc, czasami zostawiali synowi pieniądze na zakupy w tym
mugolskim mieście. Na szczęście nie znali się na monetach innych
niż galeony, więc zostawiali Severusowi całkiem pokaźne sumy,
które on odkładał na "gorsze czasy". Dwa tygodnie temu
kiedy to on dostał list z Hogwartu na moment zwrócili na niego
uwagę. Matka powiedziała ciche "Gratuluję. ", ojciec
pokiwiał jedynie głową. Żadne z nich nie skojarzyło faktu
pojawienia się listu, z jego 11 urodzinami, tak ważnymi dla każdego
czarodzieja.
Wracając
do tematu Lily. Od dawna wiedział, że czuje coś do tej rudowłosej
dziewczyny, ale bał się nawet pomyśleć co stałoby się z ich
przyjaźnią gdyby Lily dowiedziała się o jego uczuciu. Miał jeden
sposób rozwiązania problemu. Uciec, ukryć to przed całym światem,
nawet przed samym sobą. Uważał, że najlepiej będzie jeśli
rozstaną się. On pojedzie do Hogwartu, ona do tej mugolskiej
szkoły. Teraz sprawy się skomplikowały. Ona też jedzie do
Hogwartu. Severus czuł, że ich przyjaźń niedługo się
rozpadnie. On powie o jedno słowo za dużo, ona go za to
znienawidzi. Chłopak wstał, założył płaszcz i ruszył w
kierunku domu po drugiej stronie ulicy, nawet nie wiedząc jak blisko
prawdy był. Ale nie chodziło o słowo "miłość". W
śniegowej zamieci jaka rozpętała się dosłownie chwilę wcześniej
sylwetka Snapa powoli zacierała się, aż w końcu całkowicie
zniknęła. Chociaż dom Lily znajdował się po drugiej stronie
ulicy.
*
* *
-
Możesz mi powiedzieć gdzie się podziewałeś?! - Lily dostawała
właśnie kolejny wykład o użyteczności magi w życiu codziennym.
Jakby nie słyszała tego milion razy. Chciała w końcu spróbować
tą użyteczność w praktyce! Dlatego kiedy zadzwonił dzwonek do
drzwi udawjąc, że naprawdę cierpi z powodu przerwy w wykładzie,
wolnym krokiem poszła otworzyć drzwi. Kiedy zobaczyła w nich
swojego przyjaciela na chwilę zabrakło jej słów. Ale tylko na
chwilę. - Gdzie byłeś? Dlaczego tak szybko wyszedłeś? Nie byłeś
ciekaw co pisze w tym liście? Dlaczego nie odezwałeś się przez 3
dni? I w końcu dlaczego zachowywałeś się jakby normalną sprawą
była dla ciebie sowa przynosząca listy? Całkiem jakbyś dostawał
taką na codzień!
-
Yyy... Jakby ci to...
-
Co się z tobą dzieje?! Od pewnego czasu ukrywasz coś,
niedopowiadasz zdań!
-
Lily...
-
Myślisz, że tego nie widzę?! To wszy... Z czego się śmiejesz?
Uważasz, że to zabawne?!
-
A dasz mi coś powiedzieć?
-
Przecież cały czas czekam!
-
No tak... - uśmiechnął się jeszcze szerzej Severus. - Wracając
do tematu. - zaczął już poważniej - Ja nie wiedziałem jak ci to
powiedzieć Lily... Musiałem to sobie ułożyć... w głowie. I...
-
Lily co tak długo? - przerwał całkiem nieumyślnie Bill - Jeszcze
cała... O! Młody Snape! Co ty tutaj robisz? - podszedł do chłopaka
z uśmiechem, który chyba nigdy nie znika z twarzy. Jak ktoś może
mieć zawsze dobry humor? - Ostatnio spotkałem się z twoimi
rodzicami na Pokątnej.
-
Naprawdę? - zapytał udając zaciekawienie. Spojrzał dyskretnie na
Lily. Dziewczyna patrzyła na nich nic nie rozumiejąc.
-
Tak, tak! Zapytałem, tak z grzeczności, co sprowadza ich na
Pokątną. Wymigali się od odpowiedzi. - oznajmił pół żartem
Bill, ale wiadomo było, że oczekuje jakiś wyjaśnień. Severus
znał Billa praktycznie od zawsze. W dzieciństwie często spotykał
go, jeszcze jako świeżego absolwenta Hogwartu, u dziadków. Potem
Princowie stracili życie w "wypadku". Ich dom po prostu
wybuchł. Mugole wytłumaczyli to jakimś gazem, dla czarodziejów
sprawa została otwarta, ale lata mijały i w końcu wszyscy
zapomnieli o sprawie. Wtedy drogi Snapa i Forsta się rozeszły.
Nigdy nie byli ze sobą zżyci - różniło ich ok. 20 lat. Po prostu
znali się.
-
Na pewno wracali z Nokturna. - oznajmił Severus. Bill tylko się
roześmiał. Uznał, że więcej z niego nie wyciągnie.
-
No to może powiesz mi co ciebie tutaj sprowadza?
-
A może powiecie mi skąd się znacie? - Lily cały czas uważnie
słuchała krótkiej wymiany zdań. "Czy Sev też był
czarodziejem? Na to wskazywała cała rozmowa. Bill wspominał coś o
Pokątnej. To jakaś czarodziejska ulica, więc..."
-
Właśnie miałem ci o tym powiedzieć Lily. Bo ja... - zaczął
Severus. Strasznie jąkał się. - Pamiętasz ten list? Ten który
dostałem w swoje urodziny? - kontynuował już trochę pewniej. Lily
pokiwała głową. - Jest taki sam jak twój. - wyrzucił na jednym
oddechu i jakby na potwiedzenie swoich słów dał jej list. Lily
otworzyła go:
Szanowny
panie S. Snapie,
Mam
zaszczyt poinformować, że został pan przyjęty do Szkoły Magii i
Czarodziejstwa w Hogwarcie. [...]
Ekspres
do Hogartu wyjedzie z peronu 9 3/4
1
września o godzinie 11.00.
Wicedyrektor
Hogwartu
Minerva
McGonagall
Lily
myślała, że po kiepskim lądowaniu sowy na podłodze przed
kominkiem nic jej już nie zdziwi. Nawet nie wiedziała jak bardzo
się myliła. Spojrzała na Severusa.
-
Ty też? - zapytała cicho. W odpowiedzi pokiwał głową. W jej
oczach zaczęły zbierać się łzy. Podeszła do chłopaka i
przytuliła się mocno. Niedługo zostanie jej tylko on. Wszystko
będzie nowe, inne. Nie wiedziała kiedy zaczęła płakać. Nie
wiedziała czy są to łzy szczęścia, smutku czy po prostu
strachu.
*
* *
-
Ty też? - Severus pokiwał głową. Petunia nie wytrzymała.
Wbiegła do swojego pokoju, trzasneła drzwiami i zaczęła bezradnie
szlochać w poduszkę. Widziała z jakim rozmarzeniem Lily słucha o
magii. Zazdrościła jej. Zazdrościła Severusowi. Rodzice cały
czas gadali "Lily to..., Lily tamto..." każdy zapominał o
niej. Dlaczego to ona nie dostała takiego listu? Przekręciła się
na plecy i spojrzała w sufit. Chciałaby żeby TO się nigdy nie
wydarzyło. TO wywróciło wszystko do góry nogami. Sama nie
wiedziała co czuła. Raz była strasznie zazdrosna, że to Lily a
nie ona będzie chodziła do tej "magicznej" szkoły.
Kiedy indziej chciała cieszyć się razem z siostrą.
Jedno
Petunia czuła na pewno. Wiedziała, że straciła najważniejszą
osobę w swoim życiu. Straciła ją wraz z przybyciem tej
przeklętej sowy! Na zawsze!
-------------------------------------------
Więc pierwsze koty za płoty, najtrudniejszy pierwszy raz... Znam jeszcze jakieś przysłowia ze słowem "pierwszy"? Chyba nie. Więc witam już na moim pierwszym (przestaję używać tego słowa) blogu. Chciałam jeszcze raz poprosić wszystkich lub kogokolwiek o komentarz jeśli to czytacie. Nawet jeśli jest długo po pierwszej (kurczę! znowu!) "premierze".
Powiem, że od początku planowałam długie rozdziały, a nie takie których przeczytanie zajmuje 2 minuty. Sama nie wiem jak się z tego wywiązałam. Chciałam po prostu wszystko dobrze opisać i w ogóle. Jesli myślicie, że chcę opisać całą historię Lily od początku do końca nie martwcie się! Drugi rozdział planuję zacząć małym skrótem wydarzeń i "już" wyjedziemy na platformę 9 3/4.
Do zobaczenia,
Autorka.
1."Można powiedziec nic szczególnego jeśli trafi się zimę" - no siedzę, siedzę, ale sensu znaleźc nie mogę.
OdpowiedzUsuń2. Gubisz przecinki.
3. Nazywając go "chłopczykiem" sugerujesz, jakby miał z sześc lat, a ma jedenaście.
4. W opowiadaniach wszelkie liczby pisze się słownie.
5.11-letnia, jeśli już. Z myślnikiem.
6. "pytając się samego siebie". dodawanie "się" w kontekście pytania jest strasznie potocznym... błędem.
7. "pozwalając na mały uśmiech" - komu?
8. Dlaczego 30 stycznia jest dniem, w którym każdy zastanawia się nad przyszłością? Nie rozumiem tego. :<
9. "Spojrzała na Snapa" - wybacz, to jest takie śmieszne, że musiałam tu wstawic . XD
10. Bohaterka ma supermoce - dostrzega faktury przedmiotów z daleka : O
Pozdrawiam, Ś.