czwartek, 10 kwietnia 2014

2. Pociąg do nikąd.

Wszyscy widzieli powagę,
ja widziałem uśmiech,
Wszyscy patrzyli na usta,
ja spojrzałem w oczy,

Zobaczyłem w nich tańczące ogniki - to one powiedziały mi, że jest szczęśliwa.

Wszyscy patrzyli na usta,
a ja spojrzałem w oczy.

I wiedziałem.

Wiedziałem, że się uśmiecha,
bo oczy są zwierciadłem duszy.

Była szósta rano. Budzik dzwonił niemiłosiernie domagając się uwagi. Lily powoli przebudzała się ze snu. Śniło jej się normalne życie.  A może to nie był sen? Może zasnęła w tym zwykłym życiu,  a TO jej się śni? Może te sowy, zaklęcia,  magia, Pokątna jest tylko wymysłem jej wyobraźni? Ale przecież wspomnienia są tak wyraźne! Pamiętała dokładnie ciemne korytarze Gringotta, magiczny smak lodów w jednej z dziesiątek kawiarni na Pokątnej, sklep Ollivandera... Tak, ten sklep zapamiętała najlepiej. Wydawało się,  że małe na zewnątrz pomieszczenie magicznie staje się większe w środku. Wewnątrz było wypełnione pudełeczkami do złudzenia przypominającymi pudełka na buty w mugolskich sklepach. Tylko, że w środku zamiast butów były różdżki.  Wydawały się takie małe i bezbronne, ale nawet mugole czuli ich potęgę. Mówią,  że to różdżka wybiera właściciela.  W śnie Lily tak jakby obie strony wiedziały,  że to ta. "Ale czy to mógłby być sen? Nawet ja nie byłabym w stanie wymyślić czegoś tak pokręconego." Lily przekreciła się na drugi bok i spojrzała na różdżkę leżącą na jej szafce nocnej.
- 10 i 3/4 cala, wierzba. - powiedział jej wtedy Ollivander - Doskonała do rzucania uroków. - dodał puszczając jej oczko. To nie był sen. Chociaż dziewczyna często chciała żeby cała historia okazała się głupim żartem. Zakochała się w magii, ale czy cena za ten świat nie była zbyt wysoka? Dokładnie dwa tygodnie po pamiętnych 11 urodzinach Petunia powiedziała jej co o tym wszystkim myśli. "Wariactwo, pranie mózgu,  niespełna rozumu, dziwoląg". To ostatnie bolało najbardziej. Bo co innego usłyszeć,  że świat którego nawet dobrze nie znasz jest wariactwem, a czarodzieje niespełna rozumu, a co innego dowiedzieć się,  że własna siostra uważa cię za dziwoląga. To bolało. Bardzo. Lily przepłakała wtedy całą noc. Rodzice byli bezradni, mogli tylko patrzeć jak nierozłączne niegdyś siostry teraz nie mogą nawet na siebie spojrzeć.
- Dość rozmyślań! Dzisiaj wielki dzień! - powiedziała Lily radośnie. Nauczyła się nie przejmować siostrą. Udawać,  że nic takiego się nie stało.  Ale dzisiaj nie musiała udawać.  Czuła,  że to najszczęśliwszy dzień w jej życiu. 1 września. Dzisiaj wyjedzie prosto ze stacji 9 i 3/4 do nowego, lepszego świata. Nie miała co do tego wątpliwości. "Pociąg do nikąd" jak nazywała Petunia Ekspres do Hogwartu miał wyruszyć o 10.00. Miała jeszcze cztery godziny co wcale nie wydawało się sporym zapasem czasu. Szybko ubrała się w przygotowane wcześniej ubrania i zbiegła do krzątających się już po kuchni rodziców.
                                                                                         
                                                                     * * *
- Wziełaś wszystko? - pytała zatroskana mama
- Tak. - cierpliwie odpowiadała Lily chociaż słyszała to samo pytanie 55 raz. I to tylko dzisiaj. Mimo wszystko to ją trochę odstresowywało.
- Masz ubrania? Ciepłe rzeczy na lato? Szaty do szkoły? Coś do jedzenia na podróż? - pytała dalej pani Evans nie zwracając uwagi na przerwy między pytaniami aby córka mogła odpowiedzieć.
- Co kogo obchodzą ubrania albo jedzenie? Wzięłaś różdżkę? - zapytał Bill.
- Tak, mam wszystko. - Lily spojrzała z uśmiechem na wielki kufer, który tata próbował załadować do samochodu.
- Szkoda, że nie kupiłaś tamtej sowy. - westchnął Forst. Lily wyruszyła tylko ramionami. Kiedy robili zakupy na Pokątnej Bill za wszelką cenę starał się namówić ją na sowę. Cały czas powtarzał,  że te w Hogwarcie są strasznie stare i wolne, do tego przesyłka rzadko trafia do adresata. "Ale przecież dostałam list z Hogwartu." odpowiadała mu wtedy. Lily jakoś nie mogła się przkonać do sów. Może to przez tamtą wredną puchówkę...
- Wszystko gotowe! Możemy ruszać. - oznajmił tata Lily. W tym samym momencie z domu wyszła Petunia. Przez chwilę Lily myślała,  że jej siostra chce się z nią pogodzić aby nie rozstawały się obrażone na siebie. Ale tylko przez chwilę. - No tak... Zapomnieliśmy ci powiedzieć Lily... - zaczął pan Evans - Petunia prosiła nas abyśmy podwiezli ją gdzieś do Londynu i nie bedziemy mogli iść z tobą... tam. Nie gniewasz się? - Lily myślała,  że eksploduje. "Właśnie wyruszam do kompletnie nowego świata,  a rodziców tam nie będzie,  bo moja kochana siostra musi gdzieś jechać?!" Po chwili zrozumiała,  że przecież rodzice nie przydali by się jej bardzo a jedynie denerwowali się.  - Dasz sobie sama radę?
- Jasne. Przecież umówiłam się z Sevem ma peronie 9. On się na tym zna. A zresztą będzie Bill...
- To znaczy ja nie do końca... Ja muszę... Mam ważne spotkanie! Muszę na nim być! Przepraszam Lily, ja... - Lily westchneła
- Nic się nie stało.  Przecież będzie jeszcze Sev. - Rudowłosa kłamała, ale co miała zrobić.  Nagle okazało się,  że kiedy potrzebuje swoich bliskich najbardziej nikogo nie będzie. "Znając moje szczęście Severusa też nie będzie." I przeklinając w głowie, trochę za bardzo jak na 11-latkę przystało, wszystkie głupie spotkania i Petunię wsiadła do samochódu.
                                                         
                                                                           * * *
"Gdzie on się podziewa?!" pytała się po raz setny Lily stojąc 15-tą minutę na peronie 9. Na szczęście miała jeszcze dużo czasu. Przynajmniej londyńskie korki chciały jej pomóc i praktycznie nie natknęli się na nie w podróży na King's Cross.
Dziewczyna nie wiedziała co robić. Wzięła jeszcze raz do ręki swój bilet. "Gdzie może być ten peron?" rozejrzała się.  Nigdzie nie widziała o nim żadnej informacji. Znudzona czekaniem wstała i ciągnąc za sobą swój wózek podeszła do kolumny. Po jej lewej stronie wysoko w górze widniała tabliczka z dziewiątka wypisana złotą farbą na czarnym tle. Po drugiej stronie w ten sam sposób przedstawiono dziesiątkę. "Teoretycznie ten peron powienien być gdzieś pomiędzy..." Ale go nie było. Rozejrzała się jeszcze raz mając nadzieję zobaczyć Severusa. Jego też nigdzie nie było,  ale zauważyła wysokiego jak na swój wiek okularnika ciągnącego podobny wózek co ona. Postanowiła spróbować szczęścia i podeszła do niego.
- Przepraszam..? - zapytała cicho. Chłopak odwrócił się i oczy Lily napotkały urzekające spojrzenie czekoladowych tęczówek. Przez chwilę oboje nie wiedzieli co powiedzieć. Żadne z nich nie mogło się uwolnić od spojrzenia drugiego. W końcu jednak udało się. - Ja... chciałam... - zaczęła jąkać się Lily. "Co się z tobą dzieje?! Nigdy nie miałaś problemu z mówieniem! " Okularnik uśmiechnął się życzliwie. To dodał jej pewności siebie. - Szukam peronu 9 i 3/4... - czekała na jego reakcję. Pytała się już o to wielu osób, ale wszyscy myśleli, że Lily żartuje sobie z nich i odchodzili.
- A więc czarownica... - powiedział z uśmiechem. Nie odpowiedziała. - Jesteś czarownicą, tak? - Lily pokiwała głową. - To dobrze się składa,  bo ja też próbuje dostać się na ten peron. Dorośli uważają, że strasznie zabawne jest obserwowanie dzieci szukających wejścia... Zawsze wiedziałem,  że dorośli są nienormalni. Tata opowiadał mi kiedyś jak rzuciwszy na siebie wcześniej zaklęcie Kameleona obserwował razem z kolegą jak jego syn rozbija się o pociąg towarowy. Chłopak uwierzył,  że wejście do pociągu do Hogwartu można znaleźć tylko w innym pociągu... Tak w ogóle to jestem James.
- Li-Lily...
- Jesteś strasznie małomówna. - powiedział ze śmiechem James.
- Ja... - zaczęła znowu jąkać się Lily. "Boże! Co się z tobą dzieje Evans?"
- I zabawna.
- Co jest we mnie takiego zabawnego?! - słowa magicznym sposobem powróciły do Lily.
- Cały czas się jąkasz... i czerwienisz. To urocze. - Evans miała ochotę zmazać mu ten uśmieszek z twarzy.
- Chyba miałeś szukać wejścia na peron!
- I złośliwa. Zawsze wiedziałem,  że te najbardziej wstydliwe są najzłośliwsze.
- Nie jestem wstydliwa.
- Dziwne... Myślałem,  że zaprzeczysz tą złośliwą... Hej! Czekaj! Gdzie idziesz?! Musimy znaleźć peron! - zaczął krzyczeć gdy zobaczył,  że Lily odchodzi.
- Chyba wolę go szukać na własną rękę!  - odpowiedziała tylko.
- Nie obrażaj się,  Lily! Chodź! Znam teorię wchodzenia na peron!
- Teorię?  - zapytała podejrzliwie Lily.
- No tak. - powiedział rozczochrując i tak nie ułożone włosy. - Wystarczy tylko przejść przez tą ścianę. - wyjaśnił chłopak wskazując na solidny mur między 9 a 10 peronem.
- Przejść przez ścianę mówisz?
- Wiem, to brzmi trochę nieprawdopodobnie,  ale są to informacje z zaufanego źródła.
- To znaczy kto ci to powiedział?
- Nie chcesz wiedzieć... - Lily popatrzyła się na chłopaka uważnie.  Co mogło być takiego, że nawet ona nie chciałaby o tym wiedzieć? Chyba wolała zostać w stanie błogiej nieświadomości.
- Czyli według ciebie powinniśmy spróbować szczęścia i licząc, że nie zabijemy się wbiec na mur?
- Tak.
- Nie mam w życiu szczęścia... - powiedziała sceptycznie Lily
- Spotkałaś mnie. - wyszczerzył sie James na co jego nowa znajoma uniosła tylko wysoko brwi.
- Czyli na 100% przejdziemy przez tą ścianę a nie zabijemy się?
- Nic nie jest na 100% pewne, ale nie sądzę aby rodzice aż tak chcieli mojej śmierci. Jak chcesz możemy to zrobić razem. - powiedział i wyciągnął do niej rękę. Dziewczyna nie mogła się oprzeć i chwyciła ją. Bardzo chciała to sobie tłumaczyć strachem przed rozbiciem się o ścianę.
- W końcu jak umierać to razem. - powiedziała. Dopiero po chwili dotarło do niej co powiedziała i jak to zabrzmiało. Zarumieniła się.
- Mówiłem ci, że masz piękne imię?
- Przynajmniej umrę ze świadomością,  że komuś się podobało. - odpowiedziała. "Co ja robię? Poznałam tego chłopaka przed chwilą, a już wierzę w każde jego słowo." Lily jednak przerwała szybko rozmyślania i wymieniwszy spojrzenia młodzi czarodzieje pobiegli wprost na ścianę pomiędzy peronem 9 i 10.
                                                                                       
                                                                     * * *
- James... Czujesz coś? - zapytała Lily bojąc się otworzyć oczy.
- Nie, chyba nie. Czyli mój plan się sprawdził.
- Albo po prostu umarliśmy.
- Masz bardzo optymistyczne podejście do życia. Może powinniśmy otworzyć oczy?
- Boję się...
- Nie martw się! Nawet jeśli umarłaś to na pewno trafiłaś do nieba. A wiesz co jest w tym najlepsze?
- Co?
- Jestem w niebie razem z tobą!
- Bardziej cieszysz się z tego "razem ze mną" czy "w niebie"? - niewiele myśląc zapytała Lily.
- Jakie myśli chodzą po tej twojej małej główce? - Lily poczuła, że się rumieni. "Boże! Co ja mówię?! Co to w ogóle miało być?". Dziewczyna odchrząknęła.
- To otwieramy te oczy? To trochę głupio mieć je cały czas zamknięte nawet jeśli nie żyjesz.
- Zmieniasz temat Lily. A sama zaczęłaś. Ale niech ci będzie. Na trzy?
- Cztery?
- No dobra... Na cztery. Raz-dwa-trzy... i... cztery! - oboje otworzyli oczy w tym samym czasie i ukazał im się niezwykły widok. Stali na ogromnym peronie, który wyglądał jakby ciągnął się kilometrami. Mimo swojej wielkości na peronie tłoczyli się czarodzieje, a przecież wielu jeszcze dochodziło po prostu pojawiając się w miejscach podobnych do tego w którym wylądowali Lily i James. Jakby tego było mało dosłownie wszędzie porozstawiane były stragany z tym czego studenci mogli zapomnieć. Tak więc przemierzając peron nasi bohaterowie natknęli się na stragan z jedzeniem,  ubraniami,  książkami do nauki, a nawet z różdżkami. James i Lily szybko odnaleźli się w zwariowanym świecie. Dziewczyna właśnie śmiała się z jednego z żartów Jamesa popijając czekoladę gdy na peron wjechała wielka lokomotywa z podczepionymi wagonami. Robiła niesamowite wrażenie. Wielu uczniów zaczęło przedzierać się przez tlum w kierunku pociągu najpewniej aby zająć najlepsze miejsca, ale drzwi maszyny nie zostały otworzone. Miało się to odbyć,  zgodnie z tym co napisali w liście,  dopiero o 9.50.
- Lily! - dziewczyna odwróciła się gwałtownie na dźwięk swojego imienia i zobaczyła brnącego do niej przez tłum Severusa. - Lily! Gdzie byłaś?! Szukałem cię! Mieliśmy sie spotkać na peronie 9.
- To raczej ja mogę się zapytać gdzie byłeś! Czekałam, a ciebie nie było! Na szczęście spotkałam Jamesa. - Severus spojrzał się nieufnie na okularnika.  Szóstym zmysłem wyczuwał w nim konkurenta w walce o Lily.  - A właśnie.  James to jest Severus Snape. Sev to jest James...
- Potter. - podpowiedział James
- Właśnie! James Potter.
- Miło mi. - powiedział Sev tak nieszczerym głosem na jaki tylko było go stać.
-  Tak. Mi też. To ja... może już pójdę. Miło było spędzić z tobą czas Lily. Mam nadzieję,  że jeszcze się spotkamy.
- Już idziesz? Czemu?
- Wiesz może spotkam znajomych... Ty już spotkałaś. - powiedział z przekąsem - Mam jeszcze jedno pytanie.
- Tak?
- Umówisz się ze mną Evans? - Lily roześmiała się tylko. Odwróciła Jamesa tyłem do siebie i lekko popchnęła.
- Ty już lepiej idź.  - powiedziała śmiejąc się. Jednak rozmarzona patrzyła jeszcze długo za oddalającym się Jamesem. Nie zauważyła zazdrości w oczach Severusa, że to nie na niego tak patrzy.
                                                         
                                                                   * * *
Wysoki brunet przedzierał się przez tłum z rozmarzoną miną.  Nie zauważał niczego na swojej drodze. Nie zauważył też innego bruneta z lekko falowanymi włosami.
- Ej! Uważaj jak chodzisz! - zawołał
- Co? - zapytał nieprzytomnie James
- Co ty taki rozmarzony? Wyglądasz jakbyś Afrodytę zobaczył. - powiedział chłopak śmiejąc się.
- Lepiej... widziałem anioła.
- Niech zgadnę. Wysoka, blond włosy,  ciemniejsza karnacja, niebieskie oczy?
- Raczej mała,  rude włosy,  blada twarz, zielone oczy.
- No to się bracie wkopałeś. - James spojrzał na nowego znajomego uważniej. Czarne, lekko kręcone włosy.  Dość wysoki, widać,  że z bogatej rodziny. Na pewno czystej krwi. Nie lubił takich typów, ale ten wydawał się inny. - Jestem Syriusz. Black.
- Black? - James wiele słyszał o tym rodzie. To jedna z najstarszych rodzin czystej krwi. To nazwisko otwierało prawie wszystkie drzwi. Dla okularnika było wręcz niewiarygodne, że stoi przed przedstawicielem tego rodu.
- Tak. Widzę,  że słyszałeś co nieco o nas. Może nawet i o mnie. Nieważne.  A ty? Jak się nazywasz? Muszę określić czy wolno mi z tobą rozmawiać.  - mimo, że w głosie Syriusza nie słychać było ironii James wyczuł ją.
- W każdej książce piszą o tobie sławienny sir Blacku. Kim ja jestem? Ja jestem zwykłym sługą. James brzmi moje imię.  James z rodu Potterów. - James złożył ukłon aż do ziemi
- Chyba więc dostąpisz zaszczytu znania mnie. Każdy dom czarodziejów słyszał o twych przodkach. - Syriusz oddał ukłon. Po chwili obaj chłopcy wybuchli niepochamowanym śmiechem. Czuli, że to początek prawdziwej przyjaźni. - Lepiej opowiedz mi o tym aniele...
                                                                                   
                                                                     * * *
- Kim on jest? - zapytał nizbyt przyjemnie Severus
- On to znaczy kto?
- Oboje doskonale wiemy o kogo chodzi. Nie graj na czas.
- Sev, o co ci chodzi?!
- No o tego całego Pottera!
- Więc co z nim nie tak?
- Kim on jest?
- Czarodziejem. Tak samo jak ty i ja. - powiedziała Lily i ruszyła przed siebie. Po chwili Sev ją dogonił. - Co ci się stało Sev? Jesteś zazdrosny?
- Po prostu martwię się.  - bąknął Snape. Lily spojrzała na niego uważnie. Za każdym razem kiedy tak się patrzyła Severusowi wydawało się, że przewierca jego duszę na wylot. Po chwili jednak dziewczyna wyruszyła ramionami i poszła dalej. Kiedy mijali stragan "Miodowe królestwo" otoczyła ich grupka czarodziejów w ich wieku.
- O, Snape. Szukaliśmy cię. Gdzie się podziewałeś? - zapytał jeden z nich.
- Musiałem załatwić kilka... spraw. - odpowiedział nerwowo Severus
- No tak. Zapomniałem, że twoi rodzice wolą przesiadywać w domu mojego ojca niż towarzyszyć swojemu synowi w pierwszej podróży do Hogwartu. - powiedział chłodno.
- A gdzie podział się twój ojciec? Czyżby zabawiał moich rodziców, Malfoy? - Lucjusz spojrzał się na Snapa lodowatym wzrokiem
- Kto to? - zapytał tak jakby nie slyszał uwagi Severusa wskazując na dziewczynę
- Chyba powinieneś zapytać o to mnie? - wtrąciła zirytowana zachowaniem chłopaka Lily - Nie mówiąc już o tym, że uprzejmie byłoby przedsta...
- Nie rozmawiam ze szlamami. A już na pewno nie jestem wobec nich uprzejmy. - przerwał jej Malfoy. Lily nie wiedziała co znaczy to słowo.  Jak więc wytłumaczyć,  że poczuła jakby ktoś uderzył ją w policzek? Zauważyła jak Severus wciąga głęboko powietrze. Malfoy jakby czekając na jego następny ruch milczał przez chwilę. Widząc jednak, że brunet nie zamierza interweniować uśmiechnął się szyderczo.
- Szybko się uczysz, Snape. Może dasz radę przetrwać w tym świecie. - skinął na swoich kolegów i odszedł dumnie unosząc głowę. Sev wyglądał jakby miał za chwilę wybuchnąć i kiedy tylko Malfoy odszedł uderzył z całej siły w ścianę. Lily chciała zapytać sie go o tą "szlamę". Nie miała odwagi. Lokomotywa zagwizdała przeciągle. Wszyscy rzucili się w stronę wejść do pociągu.  Lily i Snapa także ruszyli. Szli w milczeniu, a rudowłosa nie czuła już podekscytowania. Kiedy myślała,  że już poznała ten świat on po raz kolejny odkrył nowe karty, tym razem te ciemniejsze. Wzdrygnęła się na wspomnienie trupio bladego blondyna z równie trupim jak twarz głosem. Właśnie uświadomiła sobie, że świat czarodziejów, tak samo jak świat mugoli, pełen jest zarówno tych dobrych jak i złych. Dziewczyna spojrzała w górę na ścianę wagonu. Przechodziła przez bramę do tego lepszego świata,  znów czując się jak mała Lily idąca pierwszy raz do szkoły. Tylko, że teraz nie było z nią rodziców. Nie była też już taka pewna czy na pewno będzie to lepszy świat.
------------------------------------------
Witam z powrotem. Nie jestem pewna czy rozwój wypadków nie rozwinął się zbyt szybko. Mam na myśli przejście Jamesa i Lily na peron 9 i 3/4 i pierwsze spotkanie Potter-Black. Uznałam jednak, że to opowiadanie, a nie dokładny plan wydarzeń więc skróciłam to wszystko. Życzę wszytkim przyjemnego weekendu i jak zawsze proszę o komentarze. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz