- Spójrz na niebo i powiedz mi, co widzisz?
Czy widzisz miliony, miliardy gwiazd? czy jeden, samotny księżyc?
- Co ma mi to niby dać?
- Odpowiedź. Odpowiedź na najważniejsze pytanie w twoim życiu.
3. Pewne magiczne miejsce na Ziemi zwane Hogwart.
Drzwi przedziału otworzyły się z hukiem tylko po to żeby zostały zamknięte z jeszcze większym trzaskiem. Z przedziału wypadła dziewczyna. Przez chwilę kręciła się w kółko aż w końcu oparła się o okno i próbowała uspokoić nerwy widokiem zza okna. Nietrudno domyślić się kim była. Lily zacisnęła mocno oczy tak aby nie wypłyneły z nich łzy. Nie płakała prawie nigdy, ale była w końcu tylko 11-latką, która została wyciągnięta w tą dziwną grę. A przecież jeszcze godzinę temu wszystko było takie wspaniałe! Właśnie pokłóciła się z Severusem. Po prostu zapytała się kim jest szlama, a on się zdenerwował. Krzyczał, bo dziewczyna chciała wiedzieć dlaczego jest zły. Nie rozumiała go. Od chwili gdy przekroczył mur między peronem 9 a 10 był zupełnie innym człowiekiem. Lily energicznie oderwała się od okna i poszła na tył pociągu. Nie wiedziała dlaczego. Po prostu wiedziała, że tam chce teraz być. Nie wiedziała, że podświadomie szuka Jamesa.
* * *
Kiedy drzwi pociągu otworzyły się Syriusz i James weszli jako jedni z pierwszych. Szukali przedziału i natrafili właśnie na ten. Czy to nie dziwne, że spośród wszystkich weszli właśnie do tego? Siedziały w nim dwie osoby w ich wieku - wysoki chłopak o jasno brązowych włosach i spojrzeniu trochę zbyt pochmurnym jak na 11-latka i drugi wyraźnie niższy, pulchny chłopczyk siedział w rogu zajadając się czekoladą. Byli to Remus Lupin i Peter Pettigrew. Pierwszy był bardzo utalentowany i miał niezwykłą wiedzę jak na swój wiek. Drugi po prostu był. Chłopcy szybko przypadli sobie do gustu. Omawiali właśnie ich pierwszą ucztę w Hogwarcie, a mianowicie co zrobić żeby była niezapomniana nie tylko dla ich rocznika, gdy James zauważył przez szybę przedziału burzę rudych włosów. Wyszedł szybko na korytarz.
- Lily! - krzyknął uśmiechając się szeroko gdy dziewczyna odwróciła się. Spoważniał jednak gdy zobaczył jej zaczerwienione oczy. Podszedł do niej szybko. - Lily... Co się stało?! - ona nie odpowiedziała nic, przytuliła się jedynie mocno do Jamesa i zaczęła płakać. Szloch wstrząsał jej całym ciałem. Chłopak zaskoczony klepał ją niezdarnie po plecach i czekał aż się uspokoi. - Wszystko w porządku? - zapytał cicho. Kiedy minął pierwszy szok James poczuł się naprawdę dobrze trzymając w ramionach Lily. Poczuł się odpowiedzialny za nią i jednocześnie czuł narastający gniew; chęć skrzywdzenia tego kto skrzywdził jego Lily. Dziewczyna oderwała się w końcu od niego. Wyglądała na lekko zawstydzoną swoim zachowaniem.
- Mogę cię o coś spytać? - zapytała tak cicho, że James ledwo ją usłyszał.
- Oczywiście. - odpowiedział miękko.
- Ale obiecaj, że nie będziesz krzyczeć. - powiedziała, jeśli to w ogóle możliwe, jeszcze ciszej - Po prostu obiecaj. - dodała trochę pewniej widząc, że James nie bardzo rozumie o co chodzi.
- Nie mam powodu, żeby krzyczeć. Nie zrobiłaś nic złego. Ale obiecuję. - Rudowłosa wzięła głęboki oddech
- James... kim jest szlama? - Brunet poczuł, że w gardle staje mu wielka gula. Szlama. Oczywiście wiedział, że Lily pochodzi z mugolskiej rodziny - to było widać, ale nigdy nie nazwał by jej tak. To była podstawowa zasada wpajana mu od dziecka. Zawsze jej przestrzegał a do czarodziejów wciąż używających tego określenia czuł wstręt. Tysiące myśli przewijało mu się przez głowę. Na początek musiał jednak uspokoić się i powiedzieć coś. Obiecał przecież, że nie zdenerwuje się.
- Dlaczego... miałbym krzyczeć? - nic lepszego nie przychodziło mmu do głowy, grał na czas.
- Ja... myślałam... że to słowo jest... złe. - wydukała. "Wstydziła się" zauważył ze zdziwieniem James "Przecież to ja powinienem wstydzić się za tych, którzy tak ją powitali w nowym świecie!"
- Lily... czy ktoś powiedział tak... mając na myśli ciebie? Czy ktoś cię tak nazwał? - dziewczyna spojrzała się na niego podejrzliwie.
- Skąd wiesz? - James westchnął ciężko
- Bo szlama jest bardzo złym słowem. - zaczął wiedząc, że Lily oczekuje od niego wyjaśnień. Nie umiał jednak ubrać tego w słowa, nie chciał jej urazić. - Jakby ci to powiedzieć... Pewnie zdążyłaś zauważyć, że niektórzy czarodzieje są... inni.
- Chodzi ci o to, że zawsze wiedzieli, że są czarodziejami tak jak Sev? - Lily spojrzała się pogodnie na chłopaka. Wiedziała, że cokolwiek znaczy ta tajemnica najważniejsze jest to, że James ją zrozumiał i nie zareagował tak jak Sev.
- Tak. I niektórzy z nich, nie wszyscy, ale niektórzy. Naprawdę garstka nadal używa tego słowa mówiąc o czarodziejach z mugolskich domów. - Lily zmarszczyła brwi zastanawiając się do czego zmierza brunet. - Szlamą określa się czarodziejkę, kiedy ta nie jest czystej krwi. Kiedy jej rodzice są mugolami. - dziewczyna wolno trawiła informacje. "Złe słowo, nieczystej krwi, mugole?" myśli powli przewijały się przez jej głowę. - Jeśli ktoś cię tak nazwie ma na celu jedynie cię obrazić. - teraz już wszystko rozumiała. Zachowanie Severusa, tamtego bladego chłopaka, jego pogardliwe spojrzenie. Spojrzała się Jamesowi prosto w oczy. Była gorsza. Widziała ból w jego oczach, wiedziała, że nie chciał jej urazić. Ale ona była gorsza. Nie powinna nikomu przynosić wstydu.
- Jestem... szlamą. - powiedziała cicho
- Nie! Nikt nie ma prawa tak o tobie mówić rozumiesz? Nawet ty sama! - powiedział chwytając ją za nadgarstki.
- James... puść. - chłopak posłusznie wykonał polecenie - Ja... muszę trochę pomyśleć. Pobyć sama. Dziękuje ci. - powiedziała Lily i zaczęła odchodzić.
- Lily! To, że nie urodziłaś jako córka czarodziejów nie znaczy, że jesteś gorsza. Wręcz przeciwnie. Pokaż im, że jesteś silna. Silniejsza od nich! - rudowłosa nie odpowiedziała nic i zostawiła przygnębionego chłopaka samego na korytarzu.
* * *
Lily znalazła spokojne miejsce na końcu pociągu. Długo myślała nad tym co powiedział jej James. Tak naprawdę była to kłótnia Lily i tego cichego głosiku w głowie, który każdy tak dobrze zna.
" - Lily, przestań już się załamywać. W końcu to miał być najlepszy dzień w twoim życiu!
- A po drodze dowiedziałam się, że jestem szlamą.
- To, że jakiś idiota cię tak nazwał nie znaczy, że jesteś od niego gorsza. To działa tak jak u mugoli. Niektórzy szukają sobie ofiar, które potem wyzywają, bo podświadomie czują się gorszi.
- James tak uważa...
- Co?!
- Powiedział, że czarodzieje czystej krwi są lepsi ode mnie.
- O nie! Doskonale słyszałam co powiedział! Powiedział, że NIEKTÓRZY, ZACOFANI czarodzieje uważają się za lepszych. A potem mówił żebyś się nie poddawała.
- A Sev?
- To, że nie chciał ci nic powiedzieć znaczy tylko, że nie chciał cię urazić.
- Ostatnio nikt nie chce mnie urazić. Nie za bardzo im to wychodzi... A co będzie jak wszyscy będą szeptać "Patrz! To ta szlama!"
- Masz bardzo duże ambicje. Chcesz być sławna na całą szkołę?
- Wiesz, że nie o to mi chodzi!
- Więc skopiesz im tyłki we wszystkich możliwych dyscyplinach tak, że będą czuli do ciebie respekt. A kiedy będziesz przechodziła będą szeptali "Patrz! To ta Evans! Jest najlepsza we wszystkim chociaż jej rodzice to mugole!"
- Dlaczego na co dzień nie mogę być bardziej tobą? Tą optymistyczną Lily?
- Zmień to. Idź teraz do swojego przedziału a jeśli spotkasz po drodze tamtego lalusia spójrz się na niego tak znienawidzonym wzrokiem żeby się ze strachu posikał!
- Czasami nie wierzę, że ty jesteś mną...
- Dlaczego?
- Bo ja nie mówię tak.
- Że ty niby grzeczna jesteś? Nie wmawiaj tak sobie tego, bo ta twoja ciemna strona musiała się gdzieś podziać. I oto jestem! A teraz idź! "
Lily westchnęła. "Tak właśnie zrobię! " pomyślała i z wysoko podniesioną głową ruszyła na drugi koniec pociągu do swojego przedziału.
* * *
Lily myślała, że kiedy wróci, Severus będzie milczał. On zawsze wszystko mocno przeżywał, więc nie możliwe było żeby udawał, że nic się nie stało. A jednak. Kiedy zobaczył dziewczynę w drzwiach zapytał po prostu: "Gdzie byłaś?"; "U Jamesa Pottera" odpowiedziała wiedząc, że to go urazi. Tym razem nie myliła się. Snape odwrócił się w stronę okna i nie odezwał się do końca podróży.
Pociąg powoli zaczął zwalniać aż w końcu zatrzymał się całkowicie. Wszyscy uczniowie w jednej chwili znaleźli się przy drzwiach. Mimo tłoku Lily udało się wyjść jako jednej z pierwszych. Kiedy wyszła na peron rozejrzała się dokładnie. Naprzeciwko niej stała wielka tabliczka z napisem "Hogsmeade". Spojrzała się stare budynki wzdłuż peronu. Wyglądały po prostu okropnie. "Mam nadzieję, że to nie jest nasza szkoła" pomyślała jeszcze Lily zanim usłyszała głos gajowego:
- Pirszoroczni! Pirszoroczni do mnie! - krzyczał tubalny głos. Rubeus Hagrid był pół olbrzymem-czarodziejem, który w wyniku nieszczęśliwej pomyłki został pozbawiony różdżki już na trzecim roku. Od tamtej pory zajmuje się błoniami i po części Zakazanym Lasem. Na pierwszy rzut oka budził respekt, ale każdy kto znał go chociażby z widzenia wiedział, że muchy by nie skrzywdził. Grupka pierwszaków rozglądając się podeszła powoli do Hagrida. - Coś się tak rozglądacie? To ni Hogwart! Uwierzcie mi na słowo. Kiedy zobaczycie Hogwart będziecie wiedzieli, że to on. Hogwartu nie da się przeoczyć. - powiedział olbrzym i dając znak ręką żeby za nim poszli ruszył w głąb lasku. Lily rozgladała się na boki. Ani śladu jakiejkolwiek znajomej twarzy. Kiedy dziewczyna przeklinała w duchu swoje szczęście poczuła mocne uderzenie w ramię a chwile potem już leżała na ziemi.
- Ała! Jak łazisz Ruda?!
- Tędy się nie biega Blondi! - odparowała Lily. Stała przed nią średniego wzrostu blondynka o długich włosach. Wyraźnie śpieszyła się gdzieś, widać to było po urwanym oddechu.
- Sorry za tą "rudą"... - powiedziała dziewczyna widząc, że nowa znajoma nie lubi tego określenia.
- Sorry za blondi. - Lily uśmiechnęła się
- Tak w ogóle jestem Dorcas. Dorcas Meadows. - przedstawiła się blondynka odwzajemniając uśmiech.
- Lily Evans. Miło mi cię poznać.
- Mi też. Ale wybacz śpieszę się. Moja koleżanka jest nieobliczalna. Szczególnie jeśli chodzi o zakłady.
- A o co..? - "O co się założyłyście?" chciała zapytać Lily, ale Dorcas już nie było.
* * *
Za Hagridem szli także czterej młodzi czarodzieje. Jednak mimo swojej znikomej wiedzy o magii udało im się wymyślić coś wystarczająco dużego na ucztę.
- Daleko jeszcze? - jęczał Syriusz
- Mogę cię nawet wziąć na barana, Black! Tylko przestań jęczeć! - odpowiedział James
- Naprawdę?!
- Ale Black! Co zrobisz jak ci się fryzura rozwali?! Przecież tyle czasu na nią poświęciłeś w pociągu. - włączył się Remus
- Oj, zamknij się. - odburknął Syriusz i ruszył szybciej przed siebie zostawiając w tyle kolegów.
- Nie obrażaj się! - krzyczał Lupin
- Nie obraziłem się!
- To dlaczego odbiegłeś od nas jak obrażona panienka? - James podbiegł do Syriusza - Wiem! Łapa!
- Co Łapa? - zapytał zdezorientowany
- Od teraz będziemy nazywać cię Łapa. Bo zwiewasz kiedy wiesz, że nie wygrasz. Jak pies. - odpowiedział Potter i wszyscy oprócz samego Syriusza wybuchneli śmiechem.
* * *
Kiedy Lily zobaczyła po raz pierwszy Hogwart zrobił on na niej piorunujące wrażenie. Jednak jeszcze silniejszym uczuciem - strachem wypełnił ją widok łódek. Evans od dziecka nienawidziła łódek, a teraz musiała do niej wsiąść kompletnie sama, bo Dorcas nie pojawiła się już więcej a James z kolegami nie mógł zabrać jej do swojej czteroosobowej łódki. W najmniej oczekiwanym momencie podszedł do niej Severus przepraszając za swoje zachowanie. Lily nie umiała się na niego gniewać. Kiedy już jakimś cudem Snapowi i Evans udało się dotrzeć do brzegu zostali zaprowadzeni do wielkiego hollu. Starsza kobieta która ich tam zaprowadziła kazała im zaczekać aż wróci. Jednak minuty mijały a ona nie wychodziła. W końcu po ok. kwadransie drzwi otworzyły się, a wspominana wcześniej kobieta zaprosiła ich gestem do środka. Kiedy Lily weszła do pomieszczenia niemalże zapomniała o oddychaniu. Po minie Seva wiedziała, że ma te same peoblemy. Przed nią rozciagała się olbrzymia sala, trzy razy większa niż i tak sporych rozmiarów holl. Wzdłuż niej rozstawione były cztery stoły, każdy w innych barwach. Nad ich głowami rozciagała się sufit, który do złudzenia przypominał niebo. "To naprawdę jest niebo. Dokładnie tak jak wygląda na zewnątrz. " wyjaśnił jej później Sev. Całość oświetlała nie elektryczność, ale woskowe świece, które nadawały wyjątkowy nastrój. Cała grupa "pierszaków" przechodziła przez środek sali. Inni uczniowie siedzący przy stole uważnie im się przyglądali. Świece zaczęły przygasać aż zapalona została tylko jedna. W końcu stanęli, a z rogu sali rozległ się głos, który rozchodząc się echem po sali mówił:
Lat temu tysiąc z górą,
Gdy jeszcze nowa byłam,
Założycieli tej szkoły'
Przyjaźń szczera łączyła.
Jeden im cel przyświecał
I jedno mieli pragnienie,
By swą wiedzę przekazać
Przyszłym pokoleniom.
"Razem będziemy budować!
Wiedzy pochodnię nieść!
Razem będziemy nauczać
I wspólne życie wieść".
Gdzie szukać takiej zgody
I tak głębokiej przyjaźni:
Czworo myślących zgodnie
I nie znających waśni.
Gryffindor i Slytherin
zgadzali się nawet w snach.
I zawsze widziano razem
Ravenclaw i Hufflepuff.
Jak więc taka przyjaźń
Już wkrótce się rozpadła?
Tego młodzież dzisiejsza'
Przenigdy nie odgadła.
Slytherin nagle oświadcza,
Że ani mu się śni,
Nauczać magii takich,
Co nie są czystej krwi.
Ravenclaw na to rzecze,
Że bystrych nauczać chce,
Gryffindor że ceni dzielność
Bardziej niż czysta krew.
Hufflepuff chce uczyć wszystkich,
Jak głośno oświadczyła.
Sporu nie rozstrzygnięto
Ja tego świadkiem byłam.
Bo każdy z założycieli
W domu swym rządzić chce,
Każdy przy swoim wyborze
Do końca upiera się.
Slytherin przyjmuje takich,
Co mają czystą krew,'
Co mają więcej sprytu
Od uczniów domów trzech,
Ravenclaw bystrych ceni,
Gryffindor dzielnych chce,
A Hufflepuff resztę uczy
Wszystkiego co sama wie.
Tak więc spór zakończono
I przyjaźń się umocniła,
Na wiele lat powróciła.
Lecz później znów niezgoda
Wśród czworga się zakrada,
Na błędach wykarmiona,
Czai się w sercach zdrada.
Domy, co jak filary
Dzielnie wspierały szkołę,
Zaczęły sobie nawzajem
Narzucać swoja wolę.'
I już się wydawało,
Że koniec szkoły bliski,
Że odtąd druh druhowi
Stanie się nienawistny,
Że miecz o miecz uderzy
I wnet poleje się krew,
Gdy wtem Slytherin stary
Odchodzi z zamku precz.
I choć ucichły waśnie,
Choć spory wygaszono,
Odtąd we wspólnym dziale
Już się nie jednoczono.
I dotąd zgodna czwórka
Niezgodna trójką się stała,
I odtąd domy Hogwartu
Dzieli różnica niemała.
A teraz mnie posłuchajcie,'
Wybiła wasza godzina,
Teraz Tiara Przydziału
Rozdzielać was zaczyna.
I chociaż nie wiem sama,
Czy błędu nie popełnię,
Ten przykry obowiązek
Dziś wobec was wypełnię.
Tak jak mi rozkazano,
Na domy was podzielę ,
Choć nie wiem , czy przypadkiem
Przyjaciół nie rozdzielę.
Choć nie wiem, czy mój wybór
Do zguby wiedzie wprost.
Musze wyboru dokonać,
Bo taki już mój los.
Czytajcie znaki czasu,
Poczujcie grozy tchnienie,
Bo dzisiaj Hogwart cały
Osnuły złowróżbne cienie.
Wróg z zewnątrz na nas czyha,
Śmiertelny gotując nam cios, .
Musimy się zjednoczyć
By złowrogi odwrócić los.
Wyznałam wam cała prawdę,
Niczego nie ukryłam.
I Ceremonię Przydziału
Za chwilę rozpoczynam.
W miarę mówienia głos przybliżał się i powoli wyłaniał z cienia. Na początku ostatniego zdania głos wszedł w światło świecy. Złowrogim jasnowidzem okazała się stara, wyniszczona tiara niesiona przez wysoką nauczycielkę. Każdy rozglądał się ze zdziwieniem na boki.
- Kiedy wyczytam czyjeś nazwisko, proszę o wystąpienie. Roxanna Adonary! - zabrzmiał głos kobiety. Niska przestraszona dziewczynka podeszła powoli. Profesor McGonagall włożyła jej tiarę na głowę.
- Hmmm... Ciekawe... Nieśmiała, niesamowicie nieśmiała... Ale także odważna! O tak! Odważna i sprytna Ale głęboko pod nieśmiałością. Gdzie by cię tu... - rozmyślała na głos tiara. - Może Hufflepuff? Tam jest miejsce dla nieśmiałych, mogłabyś się rozwijać, ale... Ta odwaga i spryt. Nie! Hufflepuff zdecydowanie nie. Czyli Slytherin? Dałabyś sobie radę. Jestem pewna! Ale... dobroć... Nigdy nie miałam takiego problemu. I to przy pierwszej! Muszę pomyśleć... - powiedziała tiara i zamilkła. Najwyraźniej musiała wszystko przeanalizować sama, nie na głos. Milczała tak kilka minut aż w końcu nieoczekiwanie ryknęła - RAVENCLAW! - Mimo tego, że wszyscy porządnie przestraszyli się nagłego wybuchu, przy stole Ravenclawu rozległy się głośne brawa. Roxanna odetchnęła z ulgą i pobiegła do niebiesko-srebrnego stołu.
- Syriusz Black! - chłopak przełknął głośno ślinę.
- Powodzenia stary. - szepnął James i popchnął delikatnie Blacka w kierunku tiary. Syriusz mówił mu w pociągu, że cała jego rodzina znalazła się w Slytherinie. On natomiast, jak to demonstracyjnie oświadczył, w mugolski sposób rzuci się pod pociąg jak też tam trafi. Kolega Pottera, choć zwykle wygadany, w tym momencie nie okazywał najmniejszej charyzmy.
- Kolejny z wielkiego rodu... Black. Ród czarny jak nazwisko. Wrzuciłabym cię do Slytherinu tam gdzie resztę twojej rodziny, ale... Czy możliwe by przez mroczne ściany twego domu przesączyła się wiązka światła? Oj tak... tobie Blacku pisany jest udział w wielkim dziele. Musisz być tam gdzie ON. Mówiłam sobie zawsze, że jeśli Black nie trafi do Slytherinu to będzie oznaka końca świata. No cóż... jedna z wielu ostatnio... GRYFFINDOR! - Syriusz myślał, że zemdleje ze szczęścia. Zwlókł się z krzesła i oszołomiony poszedł do wiwatującego tłumu Gryfonów. Właśnie spełniło się jego największe marzenie.
Jeśli Lily myślała, że każdy uczeń zajmie tiarze tyle czasu co poprzednia dwójka myliła się. Znowu. Reszta została przydzielana do domów zaraz po przymierzeniu tiary, a w jednym przypadku wspomniana czapka nie musiała nawet dotknąć głowy nowego studenta. Czas leciał nieubłaganie i w końcu przyszła kolej na Lily.
- Lilyanne Evans. - Sev uścisnął jej dłoń, wyłapała pokrzepiający uśmiech Jamesa, weszła na krzesło, poczuła zapach przeżartego przez mole materiału.
- Więc to ty... - powiedziała tkara chyba bardziej do siebie - Tu nie trzeba się zastanawiać, ale! Muszę powiedzieć ci jedno. Przeżyjesz wspaniałe momenty, ale pamiętaj, że życiem kieruje przeznaczenie, które musi zostać spełnione. Bo ono będzie nadzieją dla nas wszystkich gdy nadejdą trudne czasy. Nie przestrasz się... Griffindor! - skołowana Lily usiadła obok Blacka. "O czym ta tiara gadała?" rozmyślała, jednak Syriusz szybko zajął ją rozmową. Wkrótce dołączyli do nich poznana wcześniej przez Lily dziewczyna - Dorcas, jej koleżanka - Amy, Remus, Peter i James. Lily śmiała się razem z nowymi znajomymi gdy nagle usłyszała nazwisko: Snape. Dziewczyna skarciła się w duchu. Odkąd dołączył do nich Potter zupełnie zapomniała o swoim przyjacielu.
- Severus, Snape. Głowa jeszcze niby taka niewinna, ale już tyle mrocznych planów. Nie mogę przydzielić cię tam gdzie chcesz. Musisz trafić do SLYTHERINU! - Lily nie wierzyła w to co słyszała. Sev rzucił jej smutne spojrzenie. Po tym jak dostała list z Hogwartu myślała, że teraz nic nie rozdzieli jej i Severusa. I znowu się myliła. Poczuła czyjąś dłoń na swojej. Podniosła wzrok. Amy.
- Wszystko ok? - zapytała.
- Tak... Po prostu...
- Tiara nie zawsze przydziela tam gdzie chcieli byśmy, prawda? - Lily pokiwała smutno głową. - Widzisz tamtego blondyna? - zapytała Amy wskazując na nowego członka Ravenclawu - To mój brat. Zabawne prawda. Niby rodzeństwo. Bliźniaki. A jednak. W sumie byliśmy przygotowani. Jesteśmy zupełnie inni, ale wspieraliśmy się. Teraz to nie będzie takie proste. - uśmiechneła się smutno.
- Obie zostałyśmy rozdzielone z kimś kto nas wspierał. Wychodzi na to, że teraz musimy opiekować się sobą na wzajem. - Powiedziała Lily uśmiechając się delikatnie. Amy odwzajemniła promienny uśmiech. To była zgoda. Lily była przeszczęśliwa. Czuła, że tutaj znajdzie prawdziwych przyjaciół.
Uczta miała się ku końcowi, gdy nagle Wielką Salą wstrząsnął huk. Prawie Bezgłowy Nick wtargnął do sali krzycząc wniebogłosy. Zaraz za nim wleciały sowy trzymając w dziobach żaby i upuszczając je bez skrupułów na uczniów. Wszyscy krzyczeli, dziewczyny piszczały, a Remus, Syriusz, Peter i James śmiali się. Kiedy już sowy zużyły swój arsenał i odleciały na ścianie pojawił się wielki napis: Dziękujemy, za korzystanie z naszych usług. Niezapomnianą ucztę zapewniła wam spółka Huncwoci." Cały napis przyozdobiony był czerwienią i złotem aby nie było wątpliwości do jakiego domu należą owi Huncwoci. Wybuchło wielkie zamieszanie, które Dumbledore - dyrekror na szczęście opanował. Kiedy wszyscy uspokoili się prefekcie zaprowadzili nowych uczniów do dormitorium. Po informacji, że "pokoje na lewo są dla chłopców a na prawo dla dziewcząt" wszyscy rzucili się aby zająć jak najlepsze. Lily nie mogła narzekać. Razem z Dorcas i Amy znalazły wspaniały, duży pokój z widokiem na jezioro i las. Znalazły też współlokatorkę - Donnę. Dziewczyny przegadały pół nocy tak jakby znały się od zawsze. W końcu wszystkie położyły się. Lily jednak długo jeszcze uśmiechała się do gwiazd.
-----------------------------------------------------
Uwaga, uwaga! Właśnie spełniam swój autorski obowiązek i dodaję kolejny rozdział, a czytelników ani widu ani słychu. No cóż... Chciałabym tylko wspomnieć, że wykorzystałam pieśń tiary napisaną przez J.K. Rowling na potrzeby 5 części histori Harry'ego Potter'a - Harry Potter i Zakon Feniksa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz